poniedziałek, 3 października 2016

Ten drugi [5]

Witajcie! Jesteście fe w ogóle, nie daliście mi w ogóle żadnej decyzji, bo wyszedł remis! Więc wrzucam dziś odcinek tutaj, a jutro LLAS. Chyba, że ogarnę się dziś jeszcze z tamtym odcinkiem ^^.
Ale za to, że jestem taka kochana, proszę o podzielenie się ze mną swoimi opiniami, bo mi tu i (tam) smutno bez Was!
A teraz do rzeczy! Smacznego!

Wasza Czekoladka ;).


5.

Bill patrzył tylko jak jego brat chowa z powrotem portfel i telefon do kieszeni, po czym zostawia go samego w mieszkaniu, zatrzaskując za sobą drzwi. Już wtedy spodziewał się, że odtrącił jego pomocną dłoń o jeden raz za dużo.
- Idioto. Potrzebuję jeszcze… czasu – wydukał do pustej przestrzeni przed sobą.
Owinął się ciaśniej kocem i podkręcił głos w telewizorze, mając nadzieję, że zagłuszy jego myśli.
Przysnął wreszcie na tej kanapie znużony jakimś teleturniejem, podczas gdy jego bliźniak, zaszywszy się w barze, sączył piwo złorzecząc każdemu, kto próbował się do niego zbliżyć. Z nich dwóch był tym, który potrafił się jeszcze wtopić w tłum. Na wszelki wypadek zaszył się w kącie, gdzie było dość mało miejsca i zaglądały jedynie pary szukające miejsca do obłapiania się. Zabezpieczył się jednak i na widoku postawił puste kufle oraz nieustannie trzymał dłoń na tym obecnie pitym. Na ten widok napaleńcy zmywali się, aby nie zostać przyłapanymi. Żadne z nich nie widziało swoich twarzy, mógł dalej upijać się w samotności.
Gdyby wiedział do jakiej dojdzie afery, upewniłby się, że ktoś może potwierdzić jego obecność w owym barze do zamknięcia w godzinach wczesno porannych, kiedy to był już w takim stanie, że nie pamiętał nic, włącznie z drogą powrotną i trafieniem do łóżka. Kolejny dzień miał mu dać się we znaki i to nie tylko z powodu kaca.

Wciąż tkwił w salonie, gdy koło szóstej rano Tom wtoczył się do mieszkania. Od razu poczuł okropny smród piwska i fajek, które musiał wypalić. Pozwolił mu się zwalić w ubraniu na łóżko, rozebrał go, jednak sam po ówczesnym zamknięciu drzwi frontowych postanowił spać na kanapie. Tam też zostało go kilka godzin później pukanie do drzwi. Jako że jego brat wciąż był śmierdzącymi zwłokami, sam niechętnie poszedł sprawdzić, kogo wspaniałomyślnie ochroniarze postanowili wpuścić pod ich drzwi.
Stał tam Jost.
- Otwieraj Kaulitz, jeden czy drugi. Mamy do pogadania. Wiem, że sterczysz pod tymi drzwiami.
Bill westchnął tylko i po chwili majstrowania przy zamkach wpuścił gościa do środka, witając się z nim krótkim kiwnięciem głową.
- Wreszcie widzę cię na własne oczy. Jak tam? – zapytał manager, zamykając za sobą drzwi. – Gdzie Tom?
- Śpi – odparł, ignorując pierwsze pytanie.
- Jeszcze?
- Wrócił niedawno zalany w trupa – sprostował, odwracając wzrok od mężczyzny.
Miał wrażenie, że wciąż wygląda jak wtedy tuż po gwałcie. Zakrwawiony, posiniaczony, przypominający raczej przerżniętą dziwkę niż wokalistę, divę, jaką odgrywał przez lata. Dlatego wciąż nie potrafił opuścić łóżka.
- No tak. Więc jak się czujesz? Wyglądasz dużo lepiej. Niedługo mógłbyś się pokazać, fani za tobą tęsknią. Tom już dość zapewnia im nowinek za was dwóch – mruknął, przy czym chłopak zdał sobie sprawę, że Jost kieruje się do sypialni.
Sam nie wiedział, czy bardziej zaskoczyły go jego słowa, czy zachowanie. Nie miał czasu się nad tym zastanawiać.
- O czym ty mówisz?
- Kaulitz, podnoś dupsko! – ryknął tuż po otworzeniu drzwi, za którymi dogorywał Tom.
Hałas doprowadził do tego, że obudził go okrutny ból głowy. Z jękiem otworzył oczy i podniósł wzrok na managera, który rzucił w niego plikiem papierów. Po chwili dojrzał, że to wydruki ze strony internetowej.
- Pamiętasz, co ogłosiliśmy, gdy musiałem odwołać występ?
- Że Bill się rozchorował.
- Tak! A ty, jako przykładny braciszek balujesz w najlepsze i chodzisz na randki. Niech cię szlag, Tom. Przypominasz sobie, co oznacza słowo odpowiedzialność? Albo rozmowę na temat wody sodowej uderzającej do głowy?!
Naprawdę bardzo chciał wyjaśnić, że David nie do końca ma rację, ale jego krzyki sprawiały, że ból głowy nie pozwalał mu wydusić z siebie ani słowa. Zamiast tego przez zmrużone oczy dojrzał wreszcie zdjęcie pod sklepem z Rią. Całującą go Rią. Zrobiło mu się zimno i zemdliło go tak, że cudem tylko zatrzymał zawartość żołądka na swoim miejscu. Zaraz potem wepchnął wydruki pod poduszkę, ale było już za późno. Jego bliźniak podszedł bez słowa i wyciągnął je stamtąd, patrząc mu prosto w oczy. Tom nawet nie próbował mu przeszkadzać. Wystarczyłoby, żeby sprawdził w sieci. Takie fotki nie przechodziły bez echa. W tej chwili nawet nie mógł za bardzo z nim porozmawiać.
- Właściwie to nieporozumienie…
- Nie chce mi się tego słuchać. Po pierwsze dlatego, że stawiasz zespół w złym świetle, a po drugie ze względu na brata, weź się w garść z łaski swojej. Długo jeszcze trzeba będzie cię niańczyć?
- Może przestań wreszcie pierdolić, że jestem dla ciebie jak syn, to coś się zmieni – warknął rozdrażniony atakiem na swoją osobę i kacem, który dopełniał czarę goryczy.
Po chwili już żałował, że to powiedział i nawet nie drgnął, gdy dostał w łeb od bliźniaka.
- Przepraszam, David, on jest jeszcze pijany – wydusił cicho Bill, piorunując wzrokiem winnego. – Porozmawiam sobie z nim, gdy wytrzeźwieje.
Mężczyzna kiwnął jedynie głową na znak, że się zgadza. Jego twarz dokładnie zdradzała, jaką przykrość sprawiły mu słowa Kaulitza.
- Jeszcze do tego wrócimy. On tak często? – zapytał wreszcie, na co Bill pokręcił jedynie przecząco głową.
Starał się pamiętać o oddychaniu. Coś zaciskało mu się na gardle, a przed oczyma wciąż pojawiało się to zdjęcie. Ile to już razy widział takie obrazki? Tylko dotąd bliźniak nie zapewniał go, że będzie mu wierny. Nie mógł pojąć dlaczego to tak go zabolało, chociaż spodziewał się, że do tego dojdzie. Może bardzo pragnął, żeby tamto wyznanie było prawdziwe, jednak manager pogrzebał jego nadzieje. Teraz chciał już tylko, żeby sobie poszedł. Spakować się i wynieść od brata gdziekolwiek, gdzie wreszcie zostanie sam w świętym spokoju i nikt nie będzie go gnębił. I łgał w żywe oczy.
- To w końcu jego „dziewczyna”, nie powinieneś chyba…
- Przestań go bronić – fuknął na niego Jost, co sprawiło, że aż się wzdrygnął. Zaczynało go to drażnić. Przymknął oczy i wzruszył ramionami. – Wiesz, że za miesiąc najdalej będzie miał następną.
- Nie będzie! Możecie nie gadać o mnie, jakby mnie tu nie było?! Zrozum wreszcie, że moje życie osobiste nie dotyczy zespołu. Nie ćpam, nie chleję. Po prostu… wczoraj tak wyszło. Idź już, dobrze? Na pewno masz dużo pracy – podsumował poirytowany już tą sytuacją.
- Doigrasz się, Tom. Jutro czekam na telefon i przyjeżdżam po was.
- David, za wcześnie na… - zaczął Bill, ale manager go zignorował.
- Mamy zebranie. Trzeba spotkać się z ludźmi z wytwórni, upominają się o ciebie – dodał, patrząc na niego wymownie.
- To do jutra – mruknął niechętnie starszy Kaulitz.
Jost pokręcił z niezadowoleniem głową i pożegnał się krótkim skinieniem. Bill od razu poszedł zamknąć za nim drzwi, a Tom pobiegł do łazienki. Doprowadzenie się do porządku zajęło mu kilka chwil, podczas których jego brat miał nadzieję zdążyć się spakować. Chciał się odciąć i odejść, a przy tym najmniejszego zamiaru pokazywać się na jakimś spotkaniu ze sztywniakami, którzy skupiali się na zarabianiu na jego sukcesach i nieszczęściach. Zrobiło mu się nieco gorąco, gdy Tom opuścił łazienkę znacznie prędzej niż się tego spodziewał. Wciąż wyglądał jak siedem nieszczęść, ale zaskoczenie na jego twarzy odznaczało się mocniej.
- Dlaczego się pakujesz? Dokądś się wybierasz?
- Dokądkolwiek.
- Jasne. Nigdzie nie pójdziesz – mruknął rozdrażniony.
Zaraz potem podszedł i wyrwał mu robę z ręki. Bill wzdrygnął się i spróbował ją odebrać, ale bliźniak odepchnął tylko jego dłoń.
- Daj mi spokój!
- Nie! To nie fair! Nawet nie zapytałeś, co tak naprawdę…
- A jak mogło być? Po zakupach zwiałeś. Nie było cię całą noc. Biorąc pod uwagę, że nie pojawiło się żadne inne zdjęcie, nie muszę pytać, gdzie byłeś…
- POJEBAŁO CIĘ?! – Tom wydarł się tak, że rozbolała go głowa. Złapał się za nią i skrzywił się. – Byłem w barze, dobrze?! Wkurwiłeś mnie wcześniej.
- Po prostu… nie kłam już – syknął Bill, wyrywając tym razem swoją torbę. – Nie chcę dłużej…
- Zerwałem z nią definitywnie tam pod sklepem! Dlaczego nigdy mi nie wierzysz?!
- Przywykłem do tego, że kłamiesz.
- Ale to prawda!
- Udowodnij mi to – warknął, sięgając po telefon Toma, który leżał na stoliku obok. – Proszę bardzo.
Zacisnął ze złości zęby. Brat wyraźnie próbował się na nim odegrać, a on miał chęć oddać mu ten aparat i wsadzić mu go do gardła.
- Sam zadzwoń! Co mam jej powiedzieć? Przyjedź, bo mój brat nie wierzy, że się rozstaliśmy?
Chłopak zdawał sobie sprawę, że to bez sensu. Był wściekły i załamany. W tej chwili nie wiedział już czy mu wierzy, czy chce w to wierzyć. Opadł bezsilnie na łóżko i odwrócił od niego wzrok. Nie zadzwonił do niej. Nie było takiej opcji. Poza tym jeśli okazałoby się, że to prawda, nie chciałby jej aż tak dobijać, jego bliźniak i tak był w tym mistrzem.
- A zdjęcie?
- No… zaskoczyła mnie. Potem jej wyjaśniłem…
- I naprawdę byłeś w barze…? – jego głos był zupełnie wyprany z emocji.
- Naprawdę sądzisz, że gdybym był u niej, byłbym tak pijany? Albo nawet gdyby, to w takim stanie wróciłbym do domu…? – odpowiedział, mając już zupełnie dość tego nieporozumienia.
Spojrzenie jego brata mówiło mu jednak, że to co powiedział wcale nie wydawało się tak oczywiste.
- Może myślałeś, że się nie dowiem?
- Ty naprawdę masz o mnie bardzo złe mniemanie – stwierdził z goryczą, zaciskając zaraz potem wargi w cienką linię.


Bill odwrócił tylko wzrok. W tamtej chwili Tom pomyślał, że chyba naprawdę długo pracował na ten brak zaufania. Przecież pamiętał każdy raz, gdy go zwodził. Może wydawało mu się, że skoro bliźniak zawsze wokół wszystkiego robił zamieszanie, po prostu przesadza. W końcu mówił mu, że to on jest tym, do którego zawsze wróci. Na tamtą chwilę rozumiał już, ale był wściekły, że dopiero ktoś taki jak Dave doprowadził do tego, że przejrzał na oczy. Nie wiedział tylko co w związku z tym powinien teraz zrobić. Jego bliźniak zamiast się pozbierać przy jego boku, rozsypywał się coraz bardziej, doprowadzając go do szaleństwa. Nie potrafił radzić sobie z jego urazem. Czuł się jak ślepiec, próbując się do niego zbliżyć. Nie widział drogi.
- Ok, może jestem dupkiem, ale od jakiegoś czasu nie okłamuję cię. Mogę to powtórzyć sto razy albo zapisać w zeszycie za karę, ale musisz mi uwierzyć – powiedział, patrząc na profil jego twarzy.
- Nie wiem, Tom. Czuję wściekłość i bezradność. Chcę tylko, żeby wszyscy dali mi spokój.
- Więc daj mi w końcu szansę sobie pomóc – mruknął cicho.
Dostrzegał różnicę – w tym jak bliźniak się do niego odnosił, widział troskę w jego spojrzeniu i kiedy mu się tak tłumaczył, wydawał się naprawdę tym przejmować, podczas gdy wcześniej był zwykle pewny swego i zupełnie ignorował to, czy brat mu wierzy. Tak traktuje się pewniaków. Mimo widocznej zmiany wcale nie było mu łatwo przełamać się po tym, do czego doprowadził, próbując utworzyć między nimi braterski dystans. Cichy głosik przypominający mu, że właściwie starał się oszukać i jego, i siebie był zagłuszany przez wyzwiska i poniżenia, jakie wciąż tkwiły w jego głowie i zaskakiwały go w środku nocy. Tak ciężko było mu walczyć o powrót do normalności.
Zamyślony nie zauważył nawet, że brat do niego podszedł. Dopiero, gdy poczuł jego dotyk na ramieniu, spojrzał na niego zaskoczony, pozwalając się podnieść. Nie zdążył zaprotestować nim Tom wziął go w ramiona. W pierwszej chwili poczuł dreszcz, wystraszył się. Nim się zorientował w jego oczach stanęły łzy, a całe ciało opanowało ciepło przyciskającego go do siebie bliźniaka.
- Tom…
- Już dobrze. Naprawdę. I nadal jesteś ulubioną divą niezliczonych rzeszy fanek. A ja jestem twoją największą fanką – dodał sprawiając, że Bill parsknął śmiechem przez łzy. – No co? Wiesz, że nie umiem pocieszać.
- Jesteś okropny.
- To chyba już lepiej niż ostatni dupek?
- Tom!
Bill nie mógł uwierzyć, że się śmieje.
- Wiem, pewnie nie raz nazywałeś mnie gorzej.
Chłopak otarł dłonią łzy, czując dłoń gładzącą jego plecy, delikatne dreszcze rozluźniały jego spięte mięśnie. Znów miał ochotę wylać z siebie cały żal i ból, który dusił w sobie. Ale ile można płakać? Nieco niepewnie objął jego szuję i spokojniej wtulił się w źródło kojącego ciepła. Tom miał podwyższoną temperaturę przez zatrucie alkoholowe, więc mógł z niego czerpać do woli. Zastanawiał się, dlaczego tak jest – kiedy już znajdzie się w jego ramionach wszystko inne staje się nieistotne. Znikało. Czuł się wciąż podle, ale śmiał się. Naprawdę przy nim się śmiał.
I wreszcie – dlaczego tak długo się przed tym bronił? Dlaczego Tom nie wziął jak zwykle tego, co przecież do niego należało? „Zmienił się” – przemknęło mu przez głowę. Z każdą sekundą zapominał o wątpliwościach.
- Kocham cię, Billy. Zostań ze mną. Wszystko naprawię.

- Mhm – potwierdził mruknięciem, pociągając zaraz potem nosem. Uśmiechnął się lekko. – Zostanę.