Jej, fajnie tak często się znowu z Wami witać. Czuję się trochę, jakbym wróciła do czasów, gdy publikowałam kolejne części nałogowo ;).
Trochę późno, jak zwykle, ale tym razem to wina Riri, bo jakoś zachciało mi się przeczytać jedno z jej opowiadań i przepadłam na cały dzień... ale jestem! Z godnie z obietnicą jeszcze przez jakiś czas jest piąteczek, więc mam nadzieję, że znajdziecie czas, żeby coś tu przekąsić i podzielić się ze mną wrażeniami ;).
Uwielbiam zaglądać tu znacznie częściej niż powinnam. I przez Was znowu poczytuję swoje stare opowiadania i najwyraźniej muszę Wam za to podziękować, bo jakby... odżyłam twórczo. Nie, żebym nic nie pisała przez tak długi czas, ale... to nie było to. Widać - zawieszenie publikowania było poniekąd błędem. Co ja bym bez Was zrobiła? Naprawdę tęskniłam!
Ach i Undka xD. Nie chcesz lubić Dave'a. Uwierz mi <3.
Smacznego!
Wasza Czekoladka ;).
P.S. W razie, gdyby ktoś się wcześniej nie załapał, zapraszam na nowe opowiadanie moje & Riri. TWC i dużo fajerwerków! Zapraszam tutaj: Dary - Wynieś mnie
2.
Przy obiedzie Tom zachowywał się
jakby nigdy nic, chociaż za każdym razem, gdy brat łapał jego spojrzenie,
gdzieś za ścianą obojętności wrzała jego złość. Chłopak był pewien, że za nic
nie chce się dowiedzieć jak zareagowałby na jego kłamstwo. Grzebał więc
widelcem w talerzu zupełnie nie mając apetytu, chociaż nic właściwie jeszcze
nie jadł. Z zamyślenia wyrwał go głos Toma.
- Więc kiedy zamierzasz
wszystkim przedstawić Dave’a? Mama bardzo by się ucieszyła.
Aż przeszły go zimne dreszcze.
- Nie przeginaj. Na razie chcemy
zostawić to dla siebie. Wiesz, lepiej się poznać.
- No, wiem. Ale nie zwlekajcie
za długo – mruknął, patrząc się jednak na swój widelec.
- To zależy jakie jeszcze
niespodzianki ma dla mnie Bill – wtrącił się Dave, a młodszy z bliźniaków
mimowolnie spojrzał na niego niechętnie.
- To jakie miał dotąd?
- No, nadopiekuńczego brata –
odparł, bez mrugnięcia wytrzymując morderczy wzrok Toma.
Billowi nie podobało się to, jak
otwarcie się stawiał. Wydawało mu się, że Tom ma dość rozumu, żeby nie zaczynać
wojny, ale naprawdę niewiele wiedział o Dave’ie. Odchrząknął niezręcznie.
- Nie przesadzaj. Dlaczego się
tak zachowujesz? – rzucił wyzywająco, uznając, że najlepiej będzie zadusić ten
spór w zarodku. Dave nie miał pojęcia o nim i Tomie, więc nie miał powodu
stawiać się mu, skoro wcześniej się nie znali.
- Umiem o siebie zadbać –
warknął Tom.
- Ale tu nie chodzi o ciebie,
już mówiłem Dave’owi, że nie lubię, gdy robi coś takiego.
Bill nigdy nie spodziewał się,
że dopuści się takich sposobów na zapanowanie nad sytuacją. Bał się tylko tego,
jak bardzo brat może być o niego zazdrosny i że sam nie wytrzyma, i po prostu
stąd ucieknie. Wciąż chciał wierzyć, że to nie tylko złość o odebraną zabawkę.
- Wybacz, Billy. W końcu nie
powiedziałem nic złego. To tylko żarty, poza tym to naprawdę słodkie, że tak o
siebie dbacie.
- Złośliwiec – mruknął już tylko
chłopak, ale kątem oka dojrzał, że Tom przestał mordować ich wzrokiem.
Dokończył obiad i wstał od stołu.
- Będę już leciał – oznajmił
chłodno. – Powinieneś odprowadzić mnie do drzwi, Bill. Sam – dodał, widząc jak
Dave podnosi się od stołu. Został w końcu na miejscu z tym okropnie pewnym
siebie uśmiechem.
- Ale dokąd idziesz? Miałeś
chyba… zostać?
- Owszem, ale masz już
towarzystwo. Nie zamierzam przeszkadzać.
- Nie przeszkadzasz – rzucił
Bill, zanim zdążył ugryźć się w język.
Brat spojrzał na niego
zaskoczony, ale on nic nie mógł poradzić na to, czego pragnął mimowolnie. Długo
go ostatnio nie było. Na dodatek nie sądził, że tak łatwo się podda. Czyżby tak
łatwo było go oszukać?
Zatrzymali się pod drzwiami.
- Mam nadzieję, że jesteś
zadowolony z wyboru – syknął Tom, wbijając ostre spojrzenie w bliźniaka.
- Zmusiłeś mnie do tego.
- To farsa. Jestem tego pewien,
ale bądź pewien, że wrócę, gdy tylko to się skończy. To nie potrwa długo.
- Co ty możesz wiedzieć?!
- Daj spokój – warknął, łapiąc
go za nadgarstek. Przyciągnął go do siebie gwałtownie i wpił się w jego wargi.
Billowi zrobiło się gorąco. Nie cierpiał tego kolesia.
- Myśl sobie co chcesz.
- Już nie chcesz, żebym został?
Zacisnął zęby, czując krótkie
ukłucie żalu.
- Nie. Masz rację, powinieneś
już iść – odparł, odwracając się od niego. Wyrwał mu się i cofnął o kilka
kroków.
- Baw się dobrze – rzucił
jeszcze lodowato Tom i wyszedł z mieszkania, trzaskając drzwiami.
Po chwili Bill usłyszał kroki za
plecami i odwrócił się w stronę zbliżającego się do niego chłopaka. Miał w
tamtej chwili nadzieję, że Tom prędko nie wróci, bo zamierzał jak najprędzej
pozbyć się stąd Dave’a. Zrozumiał już, że to był głupi pomysł i miał nadzieję z
tego wybrnąć zanim zrobi się za późno.
- I jak, pożegnaliście się miło?
Chyba mnie nie polubił.
- Spełniłeś swoje zadanie,
dzięki, że zechciałeś pomóc – powiedział, jakby mieli sobie teraz podać ręce i
się pożegnać.
Dave’owi się to nie spodobało.
Zmarszczył brwi, a wieczny uśmiech zszedł z jego twarzy. Podszedł jeszcze
bliżej i zmrużył oczy.
- Nie zrozumieliśmy się, Bill.
Skończymy tę zabawę dopiero, gdy ja uznam, że mam jej dość. Więc przestań się
zachowywać, jakbyś miał tu coś do powiedzenia – oznajmił, podchodząc do drzwi,
żeby je zamknąć na zamek. – Chyba, że mam być równie bezczelny jak ty, ale
obawiam się, że twój brat… i może nawet ktoś więcej dowie się kilku ciekawych
rzeczy na twój temat.
- Zamierzasz mnie szantażować? –
zapytał z niedowierzaniem, robiąc dwa kroki do tyłu.
- Zamierzam odebrać to, na co
się umówiliśmy. Więc teraz, Kochanie, zabaw mnie czymś. Jeśli będę się nudził,
zabawię się tobą.
Bill przekonał się, co strach
może zrobić z człowiekiem. Nie miał odwagi się postawić. Dave szybko by sobie z
nim poradził i nie byłoby tak przyjemnie, jak w przypadku jego brata. Był w
kropce i zupełnie nie wiedział, co ze sobą zrobić. Czy zniesie to? I jak długo?
Wymusił na sobie uśmiech i
zaprowadził go do salonu. Włączyli film, który Dave wybrał, a kiedy okazało
się, że jednak jest kiepski, wyciągnął konsole do gier. Nie było mowy, żeby się
skupił, więc łatwe zwycięstwa szybko znudziły chłopaka. Coraz częściej czuł
ręce obłapiające go z każdej strony. Poszedł przygotować dla nich deser, mając
nadzieję uwolnić się na jakiś czas spod jego bacznego wzroku. Zaczynał się
coraz bardziej obawiać, że tym wazem nie Tom, a Dave będzie chciał u niego
zostać. Na dodatek na samo wspomnienie o bliźniaku czuł ukłucie żalu. Co zrobi,
kiedy już uwolni się od nich obu? Czuł, że nie było sensu liczyć na cudowną
odmianę brata.
Po niedługiej chwili jego
„chłopak” przyszedł za nim do kuchni. Przez moment Billowi wydawało się, że
wystarczy mu wgapianie się w jego tył, ale w końcu zamiast wzroku poczuł na
pośladkach jego ręce i aż podskoczył przestraszony. Ucieszył się, że w ręku
miał widelec, a nie nóż.
- Mógłbyś tak nie robić?
Przeszkadza mi to – wydusił z siebie, starając się odsunąć od siebie jego ręce.
- Nie mogłem się oprzeć. Już
kiedy się poznaliśmy, miałem ochotę to zrobić. Tylko wtedy bezczelnie mnie
spławiłeś…
Chłopak żałował, że w ogóle
zostali sobie przedstawieni. Może w tamtej chwili już dawno przegrałby kolejną
rundę z bratem, ale nie wpakowałby się w takie gówno.
Ulżyło mu tamtego wieczoru, gdy
Dave w końcu zostawił go w spokoju i wyszedł z mieszkania, ale nie oznaczało to
jeszcze końca jego kłopotów. Kiedy wreszcie został sam, zamknął się w sypialni,
kuląc się na fotelu, który wydawał mu się zachować jakąś cząstkę Toma, gdy
siedział na nim minionego dnia. Sam nie wiedział, kiedy poleciały mu łzy.
Chciał cofnąć czas. Uniknąć kilku błędnych decyzji. Mieć przy sobie brata.
Zasnął na tym fotelu, a koszmary jakie go dręczyły miały być przedsmakiem tego,
co jeszcze go czekało.
Tom z początku zaglądał do niego
przynajmniej co drugi dzień, jednak zawsze przekonywał się, że Bill spędza czas
ze swoim chłopakiem. Jakoś w połowie kolejnego tygodnia na widok Dave’a rzucił
tylko „Dobra, jak chcesz. Wygrałeś.”, zostawiając bliźniaka z oczyma
otwierającymi się szeroko w przerażeniu i rozchylonymi ustami, jakby chciał
zaprotestować, ale nie miał dość odwagi. W przeciwieństwie do Toma, Dave ani
trochę nie zamierzał dawać za wygraną. Obłapiał go przy każdej okazji, wymuszał
pocałunki i wciąż stawał mu na drodze. Przychodził codziennie i z każdym dniem
poczynał sobie coraz śmielej, a on szukał rozwiązania, które nie poświadczyłoby
całemu światu, jak wielkim jest idiotą.
Przez kolejne kilka dni jego
bliźniak się nie pojawił, a on ledwo był w stanie panować nad sytuacją w swoim
mieszkaniu. Dotąd pilnował się, żeby nie podpadać swojemu szantażyście. Wydawało
mu się to niegroźne, póki potrafił traktować to wszystko jako zabawę z dość
przystojnym, choć irytującym chłopakiem. Nie mógł jednak ciągnąć tego zbyt
długo. Nie lubił spoufalać się z kimkolwiek obcym, ale tak naprawdę wciąż nie
wiedział, jak zachować się w związku z groźbą. Dotarło do niego, że teraz
został tu z nim zupełnie sam. Nie było już takiego prawdopodobieństwa, że w
każdej chwili może tam wparować Tom. Dave natomiast robił co mu się żywnie
podobało.
Po obudzeniu się w sobotni
poranek nawet nie miał ochoty wychodzić z łóżka. Próbował zająć czymś swoje
myśli, ale wciąż widział wściekłą twarz bliźniaka, gdy oznajmiał mu, że się
poddaje i za każdym razem łzy stawały mu w oczach. Co też najlepszego narobił?
Przewrócił się na brzuch, ocierając słoną wilgoć z twarzy i sięgnął na szafkę
nocną po telefon. Przez kilka długich minut wpatrywał się w rządek cyfr, nim
wreszcie zadzwonił.
Tom odebrał niemal natychmiast
zupełnie go tym zaskakując. Bill zdał sobie sprawę, że wcale nie chciał, żeby
to zrobił.
- Słucham cię?
- Cześć. Wyjechałeś? – zapytał
od razu, nie chcąc dać po sobie poznać zdenerwowania i niedawnych dławiących
łez.
- Nie, czemu?
- Przestałeś się odzywać.
- Nie trawię twojego chłopaka,
zwykły dupek. Sorry – rzucił, jakby nigdy nic.
Bill miał ochotę mu przytaknąć, pozostał
jednak przy przemilczeniu tego. Wziął głęboki oddech i odwrócił wzrok, jakby co
najmniej brat miał to zobaczyć.
- Może zjemy sami na mieście? –
wyrzucił, zaciskając oczy.
- Nie chcesz tego, Bill.
- Co? Czemu? Chcę.
- Będę niemiły. Znowu będziesz
miał do mnie pretensje. Poproś Dave’a – oznajmił wprost.
Młodszy z bliźniaków przyjął
rozlewającą się po jego żołądku gorycz z zaciśniętymi zębami. Za nic nie chciał
przyznać, że jego słowa są bolesne. Tęsknił za nim. Chyba jeszcze nigdy tak
bardzo nie pragnął go zobaczyć.
- Myślę, że jakoś przetrwam. Do
końca życia taki będziesz?
- Niech będzie. Zaraz po ciebie
przyjadę – odparł po chwili zwłoki.
- Ok., tylko szybko. Proszę –
dodał z myślą, że musi zdążyć zanim pojawi się tam Dave.
- Aż tak za mną tęsknisz? Może
powinniśmy wyskoczyć do hotelu, a nie do miasta? – zasugerował, na co Bill
zaklął cicho pod nosem.
Chętnie, ale „miał chłopaka”.
Nie mógł. Nie powinien, bo wplącze się w jeszcze głupszy układ niż wcześniej.
- Nie, jestem głodny. Zadzwoń
kiedy mam zejść.
- Jasne – mruknął w odpowiedzi
Tom i rozłączył się.
Bill podniósł się i z
niedowierzaniem pokręcił głową uznając, że to nie czas na zastanawianie się nad
tym, co właściwie wyprawia. Musiał wziąć prysznic i ubrać się, a kazał bratu
się spieszyć, więc miał może ze dwadzieścia minut. Zakładał właśnie buty, gdy
rozległ się dźwięk domofonu, a jemu serce niemal stanęło w miejscu. Tom miał
zadzwonić, a prócz niego jeszcze tylko jedna osoba wpadała tam ostatnimi czasy
bez uprzedzenia. W jednej chwili łzy stanęły my w oczach, a ręce bezradnie
opadły. Był przekonany, że Dave zmusi go do zostania z nim w domu. Robił to już
wielokrotnie, gdy Bill próbował mu się wykręcić, a Toma zawsze irytował
dostatecznie, żeby ten wkurzony wychodził. Tym razem miał chęć po prostu
popłakać się z bezsilności.
W końcu rozległo się pukanie do
drzwi. Bill otarł twarz, wziął głęboki oddech i zaklął wściekle. Nie da mu tej
satysfakcji oglądania go w rozsypce. Złapał za klamkę, otworzył drzwi i zdębiał
na widok swojego bliźniaka.
- Masz minę jakbyś zobaczył
ducha – mruknął, mijając go w drodze w głąb mieszkania.
- Co tu robisz? Miałeś
zadzwonić, a ja zejść – oburzył się, uspokajając swoje łomoczące serce.
- Wiesz, że nie lubię tłuc się
po mieście. Wszędzie flesze i dziwne rzeczy do podpisywania. Zawsze się tak
kończą nasze wspólne wypady. Zjemy w domu – stwierdził zadowolony.
- Nie mam nic w lodówce –
próbował się ratować Bill, ale wtedy jego brat podniósł reklamówkę, na którą
dotąd nie zwrócił uwagi.
- Na to też jestem przygotowany.
Bill westchnął zrezygnowany.
- Dave tu w końcu przyjdzie…
- Nie możesz mu powiedzieć, że
dziś masz inne plany?
- Nie bardzo.
- Więc po prostu nie otwieraj mu
drzwi – warknął, tracąc wreszcie cierpliwość. – Pokłóciliście się czy co?
- Nie twoja sprawa – syknął,
odwracając rozeźlony wzrok.
- To po co w ogóle do mnie
dzwoniłeś?!
Jego krzyk przewrócił mu w
żołądku, ale postanowił upchnąć tym razem dumę do kieszeni i wziąć na
wstrzymanie. W końcu był tu. Przyszedł do niego, bo go o to poprosił.
- A będziesz ze mną udawał, że
mnie nie ma? – zapytał wreszcie, patrząc na niego z nadzieją.
Kiedy Tom wyszczerzył się w
uśmiechu, poczuł się jak jeszcze kilka lat temu. Wtedy często się tak do niego
uśmiechał. Przypomniał sobie, że zawsze wymyślał najgłupsze plany, ale to jego
skłaniał do podjęcia decyzji o działaniu. Tym razem znów to robił.
- Jasne. Mogę mu nawet osobiście
powiedzieć, że dla niego nikogo nie ma w domu.
- Obejdzie się, zamkniemy się w
salonie w świetle telewizora.
- Hm. A może w sypialni? –
zaproponował. Billowi mimowolnie zrobiło się cieplej na samą myśl o bliźniaku w
jego sypialni. W jego łóżku. – Zasłonimy okna, telewizor jest mniejszy i będzie
łatwiej się ukryć. Co ty sobie myślałeś, zbereźniku? Nie należę do tych
rozbijających związki – prychnął, po czym udał się do kuchni.
Jedzenie było oczywiście gotowe,
tylko do podgrzania, więc niedługo po tym siedzieli już w sypialni Billa,
jedząc w ciszy, zakłóconej mamrotaniem z telewizora.
Pół godziny później leżeli obok
siebie, oglądając wspólnie film i komentowali coś cicho między sobą, gdy
rozległo się pukanie do drzwi. Bill skrzywił się mimowolnie i odwrócił twarz,
czując na sobie wzrok brata.
- Nie idziesz sprawdzić? –
spytał w końcu Tom.
- To na pewno on.
- Świetnie, więc rozluźnij się i
oglądaj – zasugerował znacząco, choć uśmiech zniknął z jego twarzy. – Tak
serio, pokłóciliście się?
- Można tak powiedzieć – odparł
po zawahaniu.
- Jasne, nie wnikam – mruknął
niechętnie.
Dave pukał kilka razy, nim sobie
odpuścił. Potem dwa razy dzwonił, ale Bill już za pierwszym wyciszył telefon.
Odkąd wkopał się w to bagno, to był pierwszy taki dzień, gdy poczuł się
bezpiecznie. Świadomość, że Dave’a nie będzie, a zamiast niego u boku był przy
nim brat. Na dodatek bardzo grzeczny i wyjątkowo panujący nad swoją
nieprzyjemną niechęcią do obecnej sytuacji. Mimo wszystko nie mógł skupić się
na oglądaniu. Wciąż spoglądał na bliźniaka, wiercił się, niby to przypadkiem
przysuwając się do niego. Nie dało się tego nie zauważyć, ale i tak był
zaskoczony, gdy Tom objął go i przyciągnął do siebie. Delikatne dreszcze
przebiegły po jego ciele. Nie stawiał się, tęsknił.
- Powiedz mi jeszcze raz.
Dlaczego z nim jesteś? – zapytał znowu Tom, gdy późnym wieczorem zamierzał
wrócić do siebie.
- A dlaczego ty masz dziewczynę?
- Chyba nie robisz mi tego na
złość? To nie to samo. Wiesz, że nie traktuję tego poważnie. A ty zachowujesz
się, jakbyście lada chwila mieli wyjechać i brać ślub – stwierdził, widocznie
poirytowany i tym razem Bill nie miał jak się od niego odwrócić.
- Nie robię ci na złość. Daj
temu spokój.
- Jak bardzo się wściekniesz, jeśli
cię teraz pocałuję?
- A od kiedy się tym
przejmujesz…?
- Bardzo się opierałeś jeszcze
niedawno. Coś się zmieniło?
- Po prostu mnie pocałuj i idź
już sobie – mruknął zniecierpliwiony Bill.
Bliźniak posłał mu wymowne
spojrzenie, a potem wpił się na krótką chwilę w jego wargi i wyszedł, nie
oglądając się za siebie. Drugi z Kaulitzów pomyślał wtedy, że jakoś zabrakło mu
tego ostatniego spojrzenia, gdy i on otworzył już oczy po pocałunku.
Żaden z nich nie wiedział też,
że Dave tak naprawdę wcale sobie nie odpuścił. Stał w pobliżu budynku,
zamierzając czekać na powrót Billa. Nie obchodziło go, ile to będzie trwało.
Chłopak uciekł mu, nabroił. I teraz była jego kolej. Zamiast niego jednak
zobaczył wychodzącego z jego klatki Toma. Poczekał, aż ten wyjedzie samochodem
z parkingu i sam ruszył na górę. Miał już dość zabawy w kotka i myszkę,
Bardzo się cieszę, że wróciłaś. Piszesz niesamowite historie i trochę mi ich brakowało :) A tu nie dość, że nowe opowiadanie, to od razu taka akcja :) Więc czekam niecierpliwie na następne rozdziały i oby wena łaskawa była ;)
OdpowiedzUsuńpieskun
I jeszcze jedno - przy wcześniejszym rozdziale była mowa o opowiadaniach w pdf. Ja bym bardzo chciała. Lubię mieć pdf-y ulubionych opowiadań - w wolnych chwilach lub kiedy mam ochotę na coś, co już znam - otwieram sobie na konkretnej stronie/fragmencie i czytam. Tak że ja jestem bardzo na tak :)
Usuńpieskun
To się porobiło... Aż strach pomyśleć, do czego zdolny jest Dave :o
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać kolejnego rozdziału!
Pozdrawiam,
Aylieen
Nie miałam czasu przeczytać wcześniej a szkoda, bo rozdział świetny. Dopiero drugi a tu już tyle akcji!!! ≤3
OdpowiedzUsuńKurcze, ale się porobiło. Mam nadzieję, że Dave nic Billowi nie zrobi.
OdpowiedzUsuńCo do pdf, to jestem jak najbardziej za. :)
Bardzo lubie twoje opowiadania. Czekam na kolejne czesci. Pisz, pisz i jeszcze raz pisz Moja Droga:-)
OdpowiedzUsuń